Magia nazwy stanowiska pracy

Share on Facebook34Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn30Share on Google+0Email this to someonePrint this page

Wiele osób przeprowadzając rekrutację zastanawia się nad nazwą stanowiska pracy. Pierwszy dylemat polega na tym czy użyjemy wersji polskiej czy anglojęzycznej. Temat na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć prosty, jednak praktyka pokazuje, że tak nie jest.

Zacznę od przykładu. Nie tak rzadko spotykam w CV nazwę stanowiska – Prezydent, oczywiście w kontekście firmy. Przyznam, że w tym momencie najczęściej przychodzi mi na myśl Prezydent USA (315 000 000 mieszkańców), chociaż Prezydentem jest również przedstawiciel 40 000 miasta.

Już na tym przykładzie widać, że zakres kompetencji i odpowiedzialności na stanowisku – Prezydent jest diametralnie różny. To oczywiste? W praktyce rekrutacyjnej nie dla wszystkich. Można usłyszeć – „No jak to…, Dyrektor to przecież Dyrektor”.

Tymczasem Dyrektor w firmie X może od 30 lat skutecznie zarządzać zespołem 1000 osób i odpowiadać za 10-cyfrowy budżet. Dyrektor w firmie Y, może pracować na samodzielnym stanowisku, skończył właśnie studia i zaczyna dopiero budować pierwsze portfolio projektów.

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej pada pytanie – co Pani/Pan robił/a na stanowisku Prezydenta, Dyrektora, Managera. Kiedy kandydaci szczerze odpowiadają, że nazwa stanowiska miała głównie wymiar „fajno-brzmiąco-PR-owy”. Jest to uczciwe podejście i plus za szczerość.

Gorzej, kiedy kandydaci rozpoczynają spotkanie od kreatywnych opowieści o swojej potędze, niczym nieograniczonej władzy, restrukturyzacjach zakończonych dziesiątkami zwolnionych ludzi, setkami milionów przychodów, wielkimi zyskami. Jak się później okazuje bardzo często to fikcja.

Kolejna sprawa to faktyczna nazwa widniejąca np. w umowie o pracę, a tytuł na wizytówce. Tutaj rozbieżności są ogromne i tak osoba pracująca na stanowisku Przedstawiciela Handlowego, okazuje się „wizytówkowym”Dyrektorem ds. Klientów Strategicznych lub Business Development Managerem czasami Directorem. Takich „developmentów” jest bardzo dużo, od wszystkiego.

Sprzedawca w sklepie czy najczęściej salonie lub centrum to zwykle Sales Manager lub Key Account Manager. Kreatywność w tym zakresie jest bardzo duża, dosyć często granicząca z absurdem.

Czytając wiele życiorysów można odnieść wrażenie, że 80% ludzi coś developuje, directoruje, selsuje i czymś manageruje. Mało kto dziś buduje, sprzedaje, rozwija.

Pierwsze wrażenie w przypadku nazwy stanowiska jest ważne, może pomóc.
Jednak jak w każdej dziedzinie, nie należy przesadzać, szczególnie z interpretacją podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Na etapie wyboru nazwy należy kierować się zdrowym rozsądkiem, a przede wszystkim adekwatnością do realnie wykonywanych czynności.

Artur Florczak Opublikowane przez:

Nazywam się Artur Florczak, tworzę ten blog. Jestem absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (SGH). Specjalizacja – Zarządzanie Kapitałem Ludzkim. Zawodowo działam w branży HR oraz IT prowadząc Soft Garden Sp. o.o. oraz Human Garden. Wcześniej przez kilkanaście lat pracowałem jako menedżer w firmach polskich i międzynarodowych. Jestem autorem wielu publikacji z zakresu zarządzania kapitałem ludzkim. W marcu 2010 roku stworzyłem jedną z największych stron w mediach społecznościowych, poświęconych pracy i rozwojowi osobistemu – Szukam Fajnej Pracy. Dzisiaj strona łączy aktywną społeczność liczącą ponad 100 000 osób. Od wiosny 2012 roku prowadzę blog ekspercki w opiniotwórczym serwisie NaTemat.pl. Aktywność w tych obszarach zaowocowała miejscem na podium w rankingu HASH | FM w kategorii “Motywacja i Rozwój”, skupiającego kilka tysięcy wpływowych twórców w Internecie.

Prywatnie jestem entuzjastą Formuły 1 oraz biegania.